Drugi język obcy! A może trzeci? Jaki język wybrać?

Drugi język obcy! A może trzeci? Jaki język wybrać?

Czy przy wyborze kolejnego języka do nauki warto jest się sugerować rodzinami języków? Odpowiedź wydaje się wręcz oczywista.

Oczywiście, że TAK! Ale czy na pewno?

Na moich studiach filologicznych, od drugiego roku, obowiązkowo uczęszczaliśmy na zajęcia z drugiego języka.

Do wyboru były następujące języki:

-francuski,

-hiszpański,

-portugalski,

-rumuński,

-kataloński.

Czy wybór był prosty? Otóż nie.  Były osoby zdecydowane, które nie sugerowały się niczyim zdaniem:

„Oczywiście, że HISZPAŃSKI!” Pół świata mówi po hiszpańsku, jest to po prostu opłacalne!

„Kto nie zna FRANCUSKIEGO nie może się nazywać prawdziwym filologiem!”

„Wiadomo, że PORTUGALSKI to zawsze coś innego, nie to co wszyscy.”.

Nie ubliżając nikomu, jeśli wybierałeś rumuński lub kataloński to byłeś uznawany za dziwaka. Wiecie…. ludzie myśleli według schematu co innego jest studiować filologię rumuńską a co innego wybierać rumuński jako drugi język, który powinien być jak AS w rękawie na rynku pracy.

Oczywiście, gdybyście mnie zapytali teraz, czy warto uczyć się rumuńskiego lub katalońskiego, to odpowiedziałabym Wam, że powinniście się kierować tym co Was interesuje, co lubicie, bo nie ma lepszego paliwa dla Waszej motywacji niż wątki poboczne, kulturowe niezwiązane bezpośrednio z nauką języka.

Wróćmy jednak do tych trudnych wyborów. Z natury jestem niezdecydowana. Zbieram opinie, myśli, materiały, raporty i dowody. Mój mózg mieli dokładnie wszystkie dane i w wielkich potach podejmuje decyzję. Decyzja nie jest ostateczna. Oczywiście zostaje wiele razy podważona przeze mnie samą, jak i przez innych. Dylemat był przecież pomiędzy językiem, którego przecież wstyd nie znać a językiem połowy świata. Koniec końców wybór padł na francuski. Bałam się, że hiszpański będzie mylił mi się z włoskim. A przecież mam francuskich znajomych! Wymowa i przede wszystkim pisownia francuska jest kosmiczna i różniąca się od włoskiej! Niby to samo, ale jednak co innego!

Może zapytacie czy to dobry wybór? Z perspektywy czasu powiedziałabym doskonały!

Ofert pracy z francuskim jest dwa razy więcej niż z włoskim. Do dziś oglądając francuskie seriale czy filmy (oczywiście, że z napisami!) jestem z siebie dumna jak uda mi się chociażby zrozumieć trzy słowa. Uwielbiam francuskie piosenki! Uważam, że ten język jest tak skomplikowany, że aż piękny. Czy go używam i czy mój poziom jest taki jak una volta, opowiem Wam poniżej. Najpierw jednak rozważmy co jest plusem a co minusem w nauce języka z tej samej grupy.

Co było ogromnym plusem na starcie nauki drugiego języka romańskiego?

-gramatyka języka włoskiego – kto zna włoski i francuski, na pewno ma świadomość, że ogólne zasady gramatyczne są naprawdę podobne. Co pomaga, ponieważ są to ogólne zasady, którymi się kierujemy w obu językach, ale w każdy jakby na swój sposób.

Co było minusem? I w sumie jest nim do dziś?

-słownictwo – ahh dodam sobie do tego włoskiego słowa jakąś francuską końcówkę i na pewno jakoś zadziała nie? Trzeba tylko pamiętać o tym, że inaczej się czyta/mówi!

Complicato – Compliqué

Veramente – vraiment

Daje nam to fałszywe odczucie, że zawsze jakoś się dogadamy, ale czy tak naprawdę znamy ten język?

No właśnie, czasem lepiej, żeby coś było totalnie z kosmosu, innego świata, innego kontynentu, innej kultury, ponieważ wtedy mamy to wewnętrzne spięcie. Nasz mózg idzie na prawdziwą siłkę. I uwierzcie mi, że wiem co to znaczy jak mózg idzie na siłkę. Przez rok studiowałam filologię klasyczną. Na pierwszych zajęciach z gramatyki opisowej starogreckiego mój mózg się palił. Na każde kolejne przychodziłam z założeniem, że tutaj wszystko może się zdarzyć, więc nie ma nawet co mieć założeń czy będzie trudno czy łatwo, trzeba to po prostu wziąć na klatę.

A mój francuski? Czy biorę go na klatę? Taki trochę ze mnie fałszywy początkujący! A kim jest fałszywy początkujący? To taki językowy fifarafa. Tu przeczytam, tu usłyszę, tu zrozumiem, ale z mówieniem trochę słabo. Właśnie. Niby coś wiem, ale też nie wiem. Wiecie taki typowy

Je m’appelle Claude.

Walka z fałszywym początkującym najlepiej idzie z czyjąś pomocą, mamy wtedy motywację zewnętrzną. I mimo, że uważana jest ona za mniej wartościową, to często jak ten kij z marchewką nad nami zawiśnie to jakoś to idzie. Jeśli decydujecie się na walkę sami, to radzę Wam, kupcie wiele kilogramów marchewki.

Słodkiej marchewki.

Przeanalizujcie, co warto powtórzyć a do czego nie potrzebujecie już wracać. Nie zniechęcajcie się, jeśli siadacie do ćwiczeń i jesteście je w stanie zrobić wszystkie dobrze. Powinna się wtedy pojawić myśl: “O to za proste! Powinnam/Powinienem poszukać czegoś bardziej zaawansowanego!” Stawiajcie sobie cele i róbcie wyzwania. Małe kroczki. Pian piano. Doceniajcie siebie i swoje małe sukcesy.

Wybierzcie to co Wam się podoba. Tak, aby Wam gęsia skórka wychodziła z ekscytacji na samą myśl o nauce!

I nie, nie musi to być język z tej samej rodziny. Język powinien być narzędziem do poznawania nowego świata. A jak wspaniałe jest czytanie i uczenie się o kraju, który uwielbiacie lub kulturze, którą podziwiacie w języku tego kraju/tej kultury?

Bezcenne.

To trochę jak w miłości, kiedy pierwsze motyle wyfruną z brzucha, musicie się po prostu bardzo lubić.

Jeden komentarz do “Drugi język obcy! A może trzeci? Jaki język wybrać?

  1. Mój ulubiony wpis, totalnie!! Je m’appelle Claude i omelette du fromage powtarzam ciągle! Brawo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powrót do góry