Panem et circenses!

Panem et circenses!

Metti un po’ di musica leggera perché ho voglia di niente

Włącz lekką muzykę, bo nie mam na nic ochoty.

Parę dni temu napotkałam się na jeden z postów na Instagramie krytykujący Włochów organizujących Festiwal w Sanremo, że tu zone, colori, lockdown a w Sanremo karawana jedzie dalej. No i można powiedzieć no racja, sytuacja epidemiologiczna czy gospodarcza we Włoszech jest nieciekawa, ale Sanremo to Sanremo. Sanremo to tradycja. Odbywa się rokrocznie od 1951 roku. Od 1977 festiwal odbywa się w teatrze Ariston, który na co dzień jest również kinem. W tym roku teatr bez widowni na żywo.

Jednak nie miało być dzisiaj o historii, tylko o emocjach jakie niesie ze sobą festiwal. Jaką odskocznią był dla Włochów w ostatnich dniach. Sentymentalnym powrotem do chwili normalności. Nawet jeśli przeprowadzany w wyjątkowych warunkach. Inny dla organizatorów. Inny dla artystów. Inny dla widzów. Inny, ponieważ nasz rok też był inny.

W ostatnich miesiącach nasze głowy są przepełnione wiadomościami, informacjami, statystykami dotyczącymi koronawirusa, ostatnio również jego nowej kombinacji. Czy nie mamy już tego dość?

No właśnie. Mamy. Dlatego dobrze jest czasami oderwać się od tych słupków czy wykresów wiecznie rosnących.

Fala, druga fala, trzecia fala. I czekamy wszyscy, czekamy na moment, kiedy fal nie ma fal.

Dlatego moją ulubioną piosenką tego festiwalu jest „Musica Leggerissima” Colapesce i Dimartino.

Słuchając jej wszystko staje się lekkie, proste i wszelkie pytania są zbędne. Po prostu płyniesz…

Wydaje wręcz banalna, ale tak naprawdę niesie ze sobą bardzo głębokie przesłanie. Każdy z nas ma słabsze momenty, te w których non ho voglia di niente… w których świat jest szary i bez kolorów. Zwłaszcza w covidowych czasach kiedy Ci najsilniejsi mają już dość. Colapesce i Dimartino zajęli czwarte miejsce, ale zostali wyróżnieni przez dziennikarzy.

W ucho wpada również utwór „Dieci” Annylisy, który opowiada o tym jak ciężko się rozstać, kiedy się kogoś kocha.

I największa niespodzianka jak dla mnie – pierwsze miejsce Måneskin „Zitti e buoni”.

Niespodzianka w pozytywnym słowa tego znaczeniu.

Mam takie poczucie, że włoska muzyka to kojarzy się obcokrajowcom tylko z amare, mangiare, cantare i volare. A tu? Nowa, włoska twarz. Świeżość. Młodość. Nie jest to mój ulubiony gatunek muzyczny, ale uwielbiam ten wybór.

Gdyby nie śpiewali po włosku, to w życiu bym nie pomyślała, że to włoski zespół.

Wisienką o której słyszał już cały internet jest wykonanie piosnenki „Chiamami per nome” Franceschi Michielin i Fedeza. Widać emocje. Widać stres. Słychać też początkowe fałsze i gólę w gardle ze zdenerwowania. Widać też niesamowicie silną, twardo stąpająca po ziemi Franceschę, wspierającą swojego przyjaciela. Piękny obraz ludzkich emocji. Prawdziwej ludzkiej twarzy. Interakcji międzyludzkich. Pamiętajmy o nich, bo są piękne. I nasze. I niestety niecodzienne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry